Ostatnimi czasy bardzo dużo się mówi o unieważnianiu umów frankowych. Kancelarie prawne jak i te pseudoprawne prześcigają się w zdobywaniu klientów, którzy chcą unieważnić swój kredyt – dla prawnika taki klient to skarb – poprowadzenie jednej takiej sprawy to dla niego przychód od 5.000 zł wzwyż, nawet do 30-40 tys., w zależności od wysokości kredytu i ustalonego wynagrodzenia. Dlaczego jednak warto unieważnić umowę frankową, czy to trudne? Może jednak lepiej ugoda? Zapraszam do lektury.
Czym w ogóle jest unieważnienie umowy i jakie są tego konsekwencje?
Najprostszym językiem – stwierdzenie nieważności umowy wywołuje takie skutki, jakbyś miał cofnąć się w czasie i tej umowy nie podpisać. Uznaje się że nigdy nie została zawarta. W związku z tym strony umowy muszą sobie zwrócić to co sobie nawzajem zapłaciły. Umowa może zostać unieważniona m.in. jeśli zawiera klauzule niedozwolone (tzw. abuzywne). Cały bałagan wokół kredytów frankowych polega na tym, że klienci w momencie podpisywania umowy nie mieli jasno określone ile będą spłacać, w szczególności nie mieli jasno określonych kursów franka. banki sobie kursy mogły ustalać według własnego uznania, a wiadomo, że w takiej sytuacji na korzyść kredytobiorcy raczej nie działały. W związku z tym jeżeli w swojej umowie masz zawartą klauzulę abuzywną – zwróć się do kancelarii prawnej o analizę Twojej umowy (radcowskiej lub adwokackiej, nie pseudokancelarii, windykatorów czy innych tworów).
Wzajemny zwrot świadczeń
Istnieją dwie teorie zwrotu wzajemnych świadczeń:
- teoria dwóch kondykcji – mniejsza o nazwę – w tym przypadku możesz żądać od banku zwrotu całości pieniędzy jakie przekazałeś w ramach spłaty kredytu, czyli przykładowo – dostałeś kredyt 400 tys. zł, spłaciłeś 900 tys. zł – możesz żądać 900 tys. zł. Ale bank może od Ciebie żądać 400 tys. zł i może podnieść zarzut zatrzymania/potrącenia – możesz wtedy przegrać w połowie proces, co będzie miało wpływ na koszty procesowe
- pozew o zwrot nadpłaty – żądasz jedynie różnicy między kwotą spłaconą a wypłaconym kredytem przez bank, czyli w naszym poprzednim przypadku – 500 tys. zł – wygrywasz proces w 100 %
Wyrok TSUE
Trybunał w swoim orzeczeniu wyraził stanowisko bardzo niekorzystne dla banków – w podsumowaniu wskazał:
„Z powyższych względów Trybunał (czwarta izba) orzeka, co następuje:
W kontekście uznania umowy kredytu hipotecznego za nieważną w całości ze względu na to, że nie może ona dalej obowiązywać po usunięciu z niej nieuczciwych warunków, art. 6 ust. 1 i art. 7 ust. 1 dyrektywy Rady 93/13/EWG z dnia 5 kwietnia 1993 r. w sprawie nieuczciwych warunków w umowach konsumenckich należy interpretować w ten sposób, że:
– nie stoją one na przeszkodzie wykładni sądowej prawa krajowego, zgodnie z którą konsument ma prawo żądać od instytucji kredytowej rekompensaty wykraczającej poza zwrot miesięcznych rat i kosztów zapłaconych z tytułu wykonania tej umowy oraz poza zapłatę ustawowych odsetek za zwłokę od dnia wezwania do zapłaty, pod warunkiem poszanowania celów dyrektywy 93/13 i zasady proporcjonalności, oraz
– stoją one na przeszkodzie wykładni sądowej prawa krajowego, zgodnie z którą instytucja kredytowa ma prawo żądać od konsumenta rekompensaty wykraczającej poza zwrot kapitału wypłaconego z tytułu wykonania tej umowy oraz poza zapłatę ustawowych odsetek za zwłokę od dnia wezwania do zapłaty.”
Z powyższego wynika, że banki nie będą mogły dochodzić żadnych pieniędzy z uwagi na korzystanie z kapitału przez frankowicza, co więcej – całkiem możliwe, że to frankowicz będzie mógł dochodzić odszkodowania za korzystanie z kapitału przez banki – czyli wszystko to co świadczył ponad kwotę kredytu – to Trybunał pozostawił do uznania sądów krajowych.
Stanowisko banków
Banki oczywiście z wyrokiem się nie zgadzają, no ale… czy mają inne wyjście? Ich argumenty jednak do nikogo nie trafiają, więc nie ma sensu ich przytaczać – polemizują z sądami, które jednogłośnie wydają wyroki unieważniające umowy. Co więcej, nie zasądzają żadnego wynagrodzenia za korzystanie z kapitału na rzecz banków od klientów. Jednym zdaniem – poległy na całej linii. Jedyne co mogą zrobić to spróbować wyjść z twarzą – dlatego bardzo mocno idą w kierunku kampanii ugoda lepsza niż proces – czyżby?
Dlaczego ugoda w przypadku umów frankowych z reguły nie jest lepsza niż proces?
Jeżeli drogi czytelniku myślałeś, że banki proponują frankowiczom ugody w trosce o ich interesy – to jesteś naiwny. Banki doskonale zdają sobie sprawę z konsekwencji jakie będą wynikać z wytoczonego procesu. Zdecydowana większość umów frankowych jest unieważniana. Banki oferując ugodę z pewnością nie zaproponują tego co daje unieważnienie umowy, a co za tym idzie frankowicz zyska jedynie niewielką część tego co zyskałby w wygranym procesie. Ponadto same koszty sądowe oraz koszty dla profesjonalnego pełnomocnika frankowicza mogą wynieść kilkanaście lub kilkadziesiąt tysięcy złotych. Dlatego, jeżeli nie potrzebujesz pilnie gotówki – lepiej przygotować się na nawet 3letni proces niż podpisywać z bankami ugodę na mocy której dostaniesz jedynie część tego co Ci się należy.
Kiedy warto rozważyć ugodę?
W ocenie autora niniejszego teksu ugodę należy rozważyć głównie w przypadku kiedy frankowicz spłacił niewielką część kredytu (co jest raczej rzadkością – boom frankowy przypadał dość dawno temu i jednak większość kredytobiorców ma już spłaconą większość kredytu lub cały). Dlaczego? Rozważmy na przykładzie – frankowicz wziął kredyt na 300 tys. zł (oczywiście we frankach), spłacił 50 tys. kapitału plus odsetki, prowizje i inne opłaty. Po unieważnieniu kredytu bank będzie musiał zwrócić kredytobiorcy te 50 tys. z opłatami, natomiast frankowicz będzie musiał zwrócić 300 tys., które otrzymał od banku. Będzie zatem musiał prawdopodobnie wziąć kredyt na spłatę tak dużej sumy. Ugoda umożliwiłaby dogadanie się z bankiem jak spłacić tę resztę nie narażając swojego budżetu.
Co zatem zrobić?
Jeżeli masz umowę frankową – udaj się do prawnika zajmującego się pozwami frankowymi, który przeanalizuje Twoją umowę i wskaże szanse na wygraną. Z pewnością nie warto nie robić nic – frankowicze odzyskują setki tysięcy w procesach z bankami. Sektor bankowy uspokaja i twierdzi, że jest przygotowany na pozwy frankowe, natomiast im szybciej tym lepiej. Getin Bank już upadł – kto wie czy w wyniku ogromu pozwów i zasądzonych zwrotów na rzecz klientów w ślad za Getinem nie pójdzie kilka innych banków.
Źródła:


